Jak w temacie, wiadomo o co chodzi.
Często powtarza się to będąc na kacu. Czasami po zrobieniu czegoś głupiego np po wypowiedzeniu niepotrzebnych zdań, agresywnych zachowań, zdrad itd...
Na szczęście, w moim wypadku raczej nie zdarzyło się nic z wyżej wymienionych.
Często zawodzi nas również pamięć, moja natomiast będąc pod wpływem, spada nieznacznie, hmm ujmę to tak:
-Po trzeźwemu, moja pamięć wynosi wg mnie około 94%
-Po pijanemu spada ona do około 86%.
Tak więc śmiem twierdzić, że nie rozumiem czasami jak ktoś po jakiejś akcji, na następny dzień mówi, że czegoś nie pamięta, zwłaszcza jeżeli chodzi o jakiś incydent itp.
Zazwyczaj gubiłem bardzo błahe rzeczy.
Wiedziałem natomiast, że po pijaku można kupić np samochód i na drugi dzień nie wiedzieć do kogo należy i tym bardziej, chodzić i wypytywać ludzi, czyj to pojazd (pozdrawiam Daniel). Nie spotkałem się natomiast z faktem, że można coś kupować będąc na kacu. Nie chodzi tu o kupienie wody mineralnej albo soku czy kartonu mleka bo suszy. Chodzi tu o fakt, który przytoczę. Po imprezie która była kilka tyg temu (pozdro Adrian), następnego dnia postanowiłem zakupić sprzęt grający do domu, aby cóż, słuchać muzyki, co tu dużo mówić (na telewizorze brzmiała ona gorzej niż ja nucę i śpiewam). Natomiast po ostatniej imprezie, a dokładniej przed wczoraj, haha... POSTANOWIŁEM KUPIĆ AUTO i to tak spontanicznie, że dalej nie dochodzi do mnie, że jutro je odbieram po pracy ^^ I to nie byle jakie bo Audi A4. Stary dziadek ale cieszę się razem z żonką, że będzie czym śmigać. No i tym bardziej, cieszę się z tego, że na to auto zarobiłem własną ciężką pracą i będzie to mój pierwszy samochód który wypracowałem.
Cieszę się natomiast najbardziej, że w początkowej fazie urodzinowej imprezy, przełamałem swoje poczucie skromności i krępowania się i zaszalałem na parkiecie, prawdopodobnie jak nigdy :) Hehe, wreszcie moja luba będzie miała towarzysza na każdą okazję, czy to w domu czy to u kogoś czy na jakiejś zabawie.
Był to wieczór o tyle ciekawy, że poznałem nowych sympatycznych ludzi, i naprawdę bawiłem się jak rzadko kiedy. Również dowiedziałem się, że mój blog na razie może nie jest komentowany, ale posiada czytelników (Dzięki wszystkim za opinie i poruszenie pewnych wątków, które tutaj zamieszczam) :).
Tymczasem, w miesiącu pracy przekroczyłem 200h, zaczyna się więc dziać to samo co w PL, gdzie udało mi się pobić rekord około 320, przepracowanych godzin. Cóż, jeżeli każda impreza ma się kończyć zakupami, to myślę, że trzeba zacząć pracować od rana do nocy, żeby na wszystko wyrobić zwłaszcza, że przyświeca ciepłe słońce.
A własnie, a może by tak kupić łódkę, chociaż małą... Hmm, muszę chyba wybrać się z flaszką wódki do Adiego (byle by nie okazało się dzień później, że wziąłem kredyt na dom z wysokim oprocentowaniem :):):))
Hehe, Fajnie było i pozdrawiam wszystkich ;)
poniedziałek, 31 marca 2014
wtorek, 25 marca 2014
Stare dzieje
W przeddzień informacji o śmierci kolegi, naszło mnie coś, co popchnęło mnie do chęci odświeżenia znajomości z dawnym towarzystwem. Założenie facebooka pozwoliło mi na szybsze odnalezienie dawnych znajomych.
Byłem przeciwny facebookowi, ze względów takich, że nie był mi on do niczego potrzebny ale w momencie kiedy nasza klasa umarła, żal było mi stracić kontakt z ludźmi.
Cóż, jedną z najważniejszych osób był Kenet ale jak w ostatnim poście wspomniałem, z nim już niestety się nie zobaczę.
Od tamtej chwili udało mi się uchwycić parę osób i byłem mile zaskoczony jak ich życie się zmieniało przez ostatnie lata.
Nie jeden z nich jest już po ślubie, nie jeden z nich ma już dziecko albo jest ono w drodze.
Niestety z każdą osobą z którą rozmawiałem, słyszałem jedno i to samo: "w Polsce jest parszywie z pieniędzmi". Niestety bardzo mnie to niepokoi aczkolwiek swój kryzys przeszedłem, śmiem twierdzić gorzej od wielu znanych i nieznanych mi ludzi. Wiem jak to jest i co mogę powiedzieć ?! -Walczcie, puki jeszcze się da. Podejrzewam, że ta zielona wyspa jaką jest Polska, może w niedługim czasie stać się Ukrainą, jeżeli kryzys gospodarczy nadal będzie trwał.
Cieszę się natomiast, ze napisała hehe "Asior Simonov" do mnie ^^ wczorajszego dnia. Dobrze było pogadać bo miałem już wrażenie, że nasz kontakt na stałe się urwał bez powodu, i byłem powoli w stanie w to wierzyć. A tu niespodzianka.
Nie jedna osoba została np ratownikiem medycznym albo magistrem itp itd. No świat się zmienia z każdym dniem, ludzie się także zmieniają.
Lata temu świat dorosłości wyobrażałem sobie inaczej, inaczej także wyobrażałem sobie ludzi i to czym będą się zajmować. Przede wszystkim nie zapatrywałem się na to z pozycji osoby z olejem w głowie.
Czasami przypominam sobie wspólne akcje typu wystrzeliwanie gaśnic w szkolnych kiblach, rzucanie petard na korytarzach, zastawianie drzwi klasowych szafami, tak by nikt nie mógł wejść, rzucanie krzeseł z okien szkolnych, które wbijały się w ziemie, dalej, posiadówy na ławkach po nocach, wspólne ogniska albo dobry browar na boiskach, jazdy w tramwajach i na praktykach, łapanki policyjne i wiele wiele innych. Czasami chciałbym żyć w tamtych czasach, może kasy się nie miało ale życie smakowało jakoś lepiej niż teraz kiedy trzeba zacharowywać się całymi dniami w pracy i czasami z brakiem możliwości skorzystania z weekendów wolnych.
Marzy mi się przylecieć do Polski i właśnie zgromadzić choć część starej ekipy i wypić wspólnie browara.
Pozdro dla:
-Śmishnego
-Kwiatka
-Baśki
-Cegły
-Aviego
-Kaczora
-Radoni
Bo takich ekip się nie zapomina.
No i niestety Keneta którego już z nami nie ma. A także całej reszty której nie wymieniłem, bo musiałbym rozpisywać się do jutra.
Byłem przeciwny facebookowi, ze względów takich, że nie był mi on do niczego potrzebny ale w momencie kiedy nasza klasa umarła, żal było mi stracić kontakt z ludźmi.
Cóż, jedną z najważniejszych osób był Kenet ale jak w ostatnim poście wspomniałem, z nim już niestety się nie zobaczę.
Od tamtej chwili udało mi się uchwycić parę osób i byłem mile zaskoczony jak ich życie się zmieniało przez ostatnie lata.
Nie jeden z nich jest już po ślubie, nie jeden z nich ma już dziecko albo jest ono w drodze.
Niestety z każdą osobą z którą rozmawiałem, słyszałem jedno i to samo: "w Polsce jest parszywie z pieniędzmi". Niestety bardzo mnie to niepokoi aczkolwiek swój kryzys przeszedłem, śmiem twierdzić gorzej od wielu znanych i nieznanych mi ludzi. Wiem jak to jest i co mogę powiedzieć ?! -Walczcie, puki jeszcze się da. Podejrzewam, że ta zielona wyspa jaką jest Polska, może w niedługim czasie stać się Ukrainą, jeżeli kryzys gospodarczy nadal będzie trwał.
Cieszę się natomiast, ze napisała hehe "Asior Simonov" do mnie ^^ wczorajszego dnia. Dobrze było pogadać bo miałem już wrażenie, że nasz kontakt na stałe się urwał bez powodu, i byłem powoli w stanie w to wierzyć. A tu niespodzianka.
Nie jedna osoba została np ratownikiem medycznym albo magistrem itp itd. No świat się zmienia z każdym dniem, ludzie się także zmieniają.
Lata temu świat dorosłości wyobrażałem sobie inaczej, inaczej także wyobrażałem sobie ludzi i to czym będą się zajmować. Przede wszystkim nie zapatrywałem się na to z pozycji osoby z olejem w głowie.
Czasami przypominam sobie wspólne akcje typu wystrzeliwanie gaśnic w szkolnych kiblach, rzucanie petard na korytarzach, zastawianie drzwi klasowych szafami, tak by nikt nie mógł wejść, rzucanie krzeseł z okien szkolnych, które wbijały się w ziemie, dalej, posiadówy na ławkach po nocach, wspólne ogniska albo dobry browar na boiskach, jazdy w tramwajach i na praktykach, łapanki policyjne i wiele wiele innych. Czasami chciałbym żyć w tamtych czasach, może kasy się nie miało ale życie smakowało jakoś lepiej niż teraz kiedy trzeba zacharowywać się całymi dniami w pracy i czasami z brakiem możliwości skorzystania z weekendów wolnych.
Marzy mi się przylecieć do Polski i właśnie zgromadzić choć część starej ekipy i wypić wspólnie browara.
Pozdro dla:
-Śmishnego
-Kwiatka
-Baśki
-Cegły
-Aviego
-Kaczora
-Radoni
Bo takich ekip się nie zapomina.
No i niestety Keneta którego już z nami nie ma. A także całej reszty której nie wymieniłem, bo musiałbym rozpisywać się do jutra.
czwartek, 20 marca 2014
Mroczna noc.
Raptem godzinę temu, może trochę więcej, doznałem pewnego olśnienia. Rozpocząłem kilka dni temu poszukiwania pewnej osoby na portalach społecznościowych ale nie mogłem jej odnaleźć.
Kiedy zacząłem rozmawiać ze wspólnymi znajomymi, dowiedziałem się czegoś, co powaliło mnie z nóg i na pewno odbije się to na moich najbliższych dniach. Otóż osoba z którą utrzymywałem rewelacyjny kontakt za czasów szkoły, następnie trochę słabszy (drogi się rozchodzą) a gdzieś w głębi, miałem wrażenie, że jest to osoba z którą można dosłownie "KONIE KRAŚĆ" i osoba na której mogłem polegać na zabój, niestety umarła pod koniec 2012r. na skutek tragicznego wypadku samochodowego.
W tym także roku raptem kilka dni wcześniej zmarł mój kochany ojciec. Nie ruszam tej historii. Ruszam historię człowieka mającego raptem 23 lata, człowieka który miał przed sobą całe życie a jego osoba, pewna siebie mogła sprostać wyzwaniom codzienności.
W głębi ducha jest mi niesamowicie ciężko, ponieważ ostatnia wspólna posiadówa była kosmiczna i nigdy nie podejrzewałem, że kolejnej już nigdy nie będzie.
Zastanówcie się jak może poczuć się osoba dowiadująca się, że jeden z jego najlepszych kolegów, zmarł prawie 1,5 roku temu. Byłem w tym czasie w Polsce ale nikt nie powiedział mi co się stało. A mogłem go chociaż pożegnać, raptem kilka dni po swoim ojcu. Przerasta mnie to co dzieje się wokół, passa której końca nie widać.
Zachowuję wielkie wspomnienia, Wielkiego młodego człowieka.
"Odpoczywaj w spokoju Kenet"
Vulture
Kiedy zacząłem rozmawiać ze wspólnymi znajomymi, dowiedziałem się czegoś, co powaliło mnie z nóg i na pewno odbije się to na moich najbliższych dniach. Otóż osoba z którą utrzymywałem rewelacyjny kontakt za czasów szkoły, następnie trochę słabszy (drogi się rozchodzą) a gdzieś w głębi, miałem wrażenie, że jest to osoba z którą można dosłownie "KONIE KRAŚĆ" i osoba na której mogłem polegać na zabój, niestety umarła pod koniec 2012r. na skutek tragicznego wypadku samochodowego.
W tym także roku raptem kilka dni wcześniej zmarł mój kochany ojciec. Nie ruszam tej historii. Ruszam historię człowieka mającego raptem 23 lata, człowieka który miał przed sobą całe życie a jego osoba, pewna siebie mogła sprostać wyzwaniom codzienności.
W głębi ducha jest mi niesamowicie ciężko, ponieważ ostatnia wspólna posiadówa była kosmiczna i nigdy nie podejrzewałem, że kolejnej już nigdy nie będzie.
Zastanówcie się jak może poczuć się osoba dowiadująca się, że jeden z jego najlepszych kolegów, zmarł prawie 1,5 roku temu. Byłem w tym czasie w Polsce ale nikt nie powiedział mi co się stało. A mogłem go chociaż pożegnać, raptem kilka dni po swoim ojcu. Przerasta mnie to co dzieje się wokół, passa której końca nie widać.
Zachowuję wielkie wspomnienia, Wielkiego młodego człowieka.
"Odpoczywaj w spokoju Kenet"
Vulture
środa, 19 marca 2014
Sukces zawodowy
Otóż sukces zawodowy nie wiąże się tylko z zakończeniem szkoły zawodowej bądź szkoły średniej, czasami także tylko jednego kierunku studiów. Problem bezrobocia często wyobrażany jest w sposób taki, że "muszę iść do roboty, ale za 1200zł nie będę robił".
Teraz najważniejsze pytanie, do jakiej roboty chcesz iść, i jakie masz kwalifikacje ?
I tu zazwyczaj słyszy się "muszę mieć 2000zł na rękę". Dalej idzie za tym - dostaniesz 2000zł, dostaniesz 3000zł na rękę ale co firma dostanie w zamian ?
Osobiście po zakończeniu szkoły zawodowej, sądziłem, że jestem gotowy do rozpoczęcia życia osoby samodzielnej, dorosłej. Problemem największym natomiast nie było to, że skończyłem tylko zawodówkę, problemem było to, że nie posiadałem doświadczenia zawodowego. Bardzo w Polsce rażące jest to, że pracodawcy przestali przyuczać osoby młodsze do zawodu jakiegokolwiek, to stanie się wielkim problemem za kilka lat, ze względu na to, że starzy fachowcy odejdą na emerytury a młodzi z palcem do dupy sobie bez ich pomocy nie trafią. Razi mnie także to, że nieraz pracownik pracujący lat 30 czy 40 w danym zawodzie, zarabia mniej po tylu latach niż młody niewykwalifikowany pracownik otrzymuje na start. Najgorsze twierdze było nie pokierowanie dziecka już za młodu, czym się kierować i jak patrzeć na szarą rzeczywistość, najłatwiejszą drogą było wmawianie "musisz się uczyć, ucz się i czego ty się nie uczysz" albo "jak skończysz szkołę to pójdziesz do pracy". Innymi słowy, "PUSTE GADANIE". Dziecko trzeba nakierowywać w życiu, mówiąc "musisz się uczyć bo nawet sprzątaczka dzisiaj musi mieć wykształcenie" kreuje u dziecka wizerunek na zasadzie "muszę jakoś skończyć szkołę, jakąkolwiek, byle by było to chociaż gimnazjum, niezależnie z jakimi ocenami, najważniejsze, żeby nauczyciel przepuścił". Tu nie chodzi o to by myślenie dziecka kierować ku nicości bądź pozostawiać go w wiecznej niepewności. Dlaczego nie wytłumaczyć dziecku np "Musisz skończyć szkołę średnią, by później iść na studia, które pomogą ci spełniać marzenia", dobrze przy tym jest rozmawiać, zadając pytania np: kim chciałbyś zostać w przyszłości, bądź jaki zawód najbardziej Ci się podoba? Dodajmy także przy tym np: Jeżeli byłbyś kapitanem statku, mógłbyś kierować ogromnym okrętem i zarabiać dużo pieniędzy, przy tym się nie zmęczyć i mieć dużo wolnego czasu, albo jeżeli poszedł byś na medycynę, mógłbyś ratować ludzkie życie, walczyć z groźnymi wirusami używając do tego specjalnej technologii. Można też powiedzieć, że mógłbyś po studiach zostać komendantem policji albo detektywem, który codziennie musi rozwiązywać jakieś zagadki. Najważniejsze by już od dziecka kreować wizerunek zawodowy. Nie jest powiedziane, ze dziecko zostanie akurat daną osobą ale trzeba kierować go w stronę studiów i nie mówiąc tylko "ucz się". Poza słowami "ucz się" musisz dziecku dawać dobry przykład, najlepiej ucząc się z nim w wolnych chwilach, przy tym także poszerzając swoją wiedzę. Jeżeli obiera się kurs na wyjazd do pracy za granicę to w tym momencie obalę pewne MITY!. Mianowicie wybranie się na truskawki, ogórki, malowanie i wykończeniówkę a także sprzątanie czy opiekę nad osobami starszymi bądź dziećmi wg mnie przekreśla przyszłość człowieka. Nie są to zawody dzięki którym można się rozwijać, chodzi mi o to, że wielu ludzi idąc do pracy sezonowej, stara się już w niej zostać a za tym idzie praca tzw "na czarno" i za marne pieniądze, śmiem twierdzić także, że dialog na zasadzie "załatw mi pracę" często jest kierowany do osób, które przechwalają się, ile one nie zarabiają i jakich one nie posiadają znajomości i możliwości, zarazem kończy się to krótkie zdanie tylko na OK, w odpowiedzi od strony drugiej. Takie prace można mieć tylko w ramach fuchy. Nie dają one żadnych innych możliwości (sporadycznie zdarzy się wyjątek).
Będąc za granicą trzeba także wiedzieć, że czasy się zmieniły i j.Angielski traktowany dzisiaj jest jako język dodatkowy a nie główny. Dzisiaj jadąc np do Niemiec czy Szwecji, obywatele tych krajów mają gdzieś to czy ty mówisz po Ang, Włosku czy Suahili czy jakoś tak. Dla nich liczy się to byś mówił w ich rodowitym języku !!! Pisze o tym ponieważ ja i kilkoro znajomych z okolicy (których serdecznie pozdrawiam), przechodzą to samo, znamy Ang, Rosyjski ale gówno z tego, skoro Norweg chce w swoim kraju by mówiono po jego jemu.
Drugi mit który obalę, to to, że za granicą może pracować każdy. Otóż nie ! Kraje o wysokim poziomie gospodarczym poszukują tylko pracowników wykwalifikowanych i po studiach. Otóż Polak na wykończeniówce zarobi tutaj mając firmę około 200NOK /h przy czym pracownik Norweski zarobi NOK min 500...
Najważniejsze jest to by skończyć szkołę wyższą i jeżeli chcesz mieszkać za granicą kraju, musisz nauczyć się języka rodowitego danego kraju. To nie jest trudne, polecę np stronę www.my-language.pl gdzie za miesiąc naprawdę dobrego nauczania zapłacisz około 60zł i uczysz się ile tylko chcesz.
A gdy pada pytanie, co zaoferujesz firmie ?
-Po szkole, jesteśmy w stanie przedstawić swoje kwalifikacje i chęć pracy na rzecz rozwoju firmy. A znając język np norweski będąc w Norwegii, jesteśmy w stanie pracować małym trudem, za ogromne pieniądze. Świat się przekształca i miejsca pracy w produkcji się zmniejszają nt rośnie zapotrzebowanie na usługi. Musimy zastanowić się nad przekształceniami w najbliższych około 15 latach i wybrać taką dziedzinę, która będzie rozwojowa i łatwa do przebranżowienia bądź przekształcenia.
NAJWAŻNIEJSZE JEST, MIEĆ WIARĘ W SIEBIE a lenistwo zostawić po godzinach.
Vulture
Teraz najważniejsze pytanie, do jakiej roboty chcesz iść, i jakie masz kwalifikacje ?
I tu zazwyczaj słyszy się "muszę mieć 2000zł na rękę". Dalej idzie za tym - dostaniesz 2000zł, dostaniesz 3000zł na rękę ale co firma dostanie w zamian ?
Osobiście po zakończeniu szkoły zawodowej, sądziłem, że jestem gotowy do rozpoczęcia życia osoby samodzielnej, dorosłej. Problemem największym natomiast nie było to, że skończyłem tylko zawodówkę, problemem było to, że nie posiadałem doświadczenia zawodowego. Bardzo w Polsce rażące jest to, że pracodawcy przestali przyuczać osoby młodsze do zawodu jakiegokolwiek, to stanie się wielkim problemem za kilka lat, ze względu na to, że starzy fachowcy odejdą na emerytury a młodzi z palcem do dupy sobie bez ich pomocy nie trafią. Razi mnie także to, że nieraz pracownik pracujący lat 30 czy 40 w danym zawodzie, zarabia mniej po tylu latach niż młody niewykwalifikowany pracownik otrzymuje na start. Najgorsze twierdze było nie pokierowanie dziecka już za młodu, czym się kierować i jak patrzeć na szarą rzeczywistość, najłatwiejszą drogą było wmawianie "musisz się uczyć, ucz się i czego ty się nie uczysz" albo "jak skończysz szkołę to pójdziesz do pracy". Innymi słowy, "PUSTE GADANIE". Dziecko trzeba nakierowywać w życiu, mówiąc "musisz się uczyć bo nawet sprzątaczka dzisiaj musi mieć wykształcenie" kreuje u dziecka wizerunek na zasadzie "muszę jakoś skończyć szkołę, jakąkolwiek, byle by było to chociaż gimnazjum, niezależnie z jakimi ocenami, najważniejsze, żeby nauczyciel przepuścił". Tu nie chodzi o to by myślenie dziecka kierować ku nicości bądź pozostawiać go w wiecznej niepewności. Dlaczego nie wytłumaczyć dziecku np "Musisz skończyć szkołę średnią, by później iść na studia, które pomogą ci spełniać marzenia", dobrze przy tym jest rozmawiać, zadając pytania np: kim chciałbyś zostać w przyszłości, bądź jaki zawód najbardziej Ci się podoba? Dodajmy także przy tym np: Jeżeli byłbyś kapitanem statku, mógłbyś kierować ogromnym okrętem i zarabiać dużo pieniędzy, przy tym się nie zmęczyć i mieć dużo wolnego czasu, albo jeżeli poszedł byś na medycynę, mógłbyś ratować ludzkie życie, walczyć z groźnymi wirusami używając do tego specjalnej technologii. Można też powiedzieć, że mógłbyś po studiach zostać komendantem policji albo detektywem, który codziennie musi rozwiązywać jakieś zagadki. Najważniejsze by już od dziecka kreować wizerunek zawodowy. Nie jest powiedziane, ze dziecko zostanie akurat daną osobą ale trzeba kierować go w stronę studiów i nie mówiąc tylko "ucz się". Poza słowami "ucz się" musisz dziecku dawać dobry przykład, najlepiej ucząc się z nim w wolnych chwilach, przy tym także poszerzając swoją wiedzę. Jeżeli obiera się kurs na wyjazd do pracy za granicę to w tym momencie obalę pewne MITY!. Mianowicie wybranie się na truskawki, ogórki, malowanie i wykończeniówkę a także sprzątanie czy opiekę nad osobami starszymi bądź dziećmi wg mnie przekreśla przyszłość człowieka. Nie są to zawody dzięki którym można się rozwijać, chodzi mi o to, że wielu ludzi idąc do pracy sezonowej, stara się już w niej zostać a za tym idzie praca tzw "na czarno" i za marne pieniądze, śmiem twierdzić także, że dialog na zasadzie "załatw mi pracę" często jest kierowany do osób, które przechwalają się, ile one nie zarabiają i jakich one nie posiadają znajomości i możliwości, zarazem kończy się to krótkie zdanie tylko na OK, w odpowiedzi od strony drugiej. Takie prace można mieć tylko w ramach fuchy. Nie dają one żadnych innych możliwości (sporadycznie zdarzy się wyjątek).
Będąc za granicą trzeba także wiedzieć, że czasy się zmieniły i j.Angielski traktowany dzisiaj jest jako język dodatkowy a nie główny. Dzisiaj jadąc np do Niemiec czy Szwecji, obywatele tych krajów mają gdzieś to czy ty mówisz po Ang, Włosku czy Suahili czy jakoś tak. Dla nich liczy się to byś mówił w ich rodowitym języku !!! Pisze o tym ponieważ ja i kilkoro znajomych z okolicy (których serdecznie pozdrawiam), przechodzą to samo, znamy Ang, Rosyjski ale gówno z tego, skoro Norweg chce w swoim kraju by mówiono po jego jemu.
Drugi mit który obalę, to to, że za granicą może pracować każdy. Otóż nie ! Kraje o wysokim poziomie gospodarczym poszukują tylko pracowników wykwalifikowanych i po studiach. Otóż Polak na wykończeniówce zarobi tutaj mając firmę około 200NOK /h przy czym pracownik Norweski zarobi NOK min 500...
Najważniejsze jest to by skończyć szkołę wyższą i jeżeli chcesz mieszkać za granicą kraju, musisz nauczyć się języka rodowitego danego kraju. To nie jest trudne, polecę np stronę www.my-language.pl gdzie za miesiąc naprawdę dobrego nauczania zapłacisz około 60zł i uczysz się ile tylko chcesz.
A gdy pada pytanie, co zaoferujesz firmie ?
-Po szkole, jesteśmy w stanie przedstawić swoje kwalifikacje i chęć pracy na rzecz rozwoju firmy. A znając język np norweski będąc w Norwegii, jesteśmy w stanie pracować małym trudem, za ogromne pieniądze. Świat się przekształca i miejsca pracy w produkcji się zmniejszają nt rośnie zapotrzebowanie na usługi. Musimy zastanowić się nad przekształceniami w najbliższych około 15 latach i wybrać taką dziedzinę, która będzie rozwojowa i łatwa do przebranżowienia bądź przekształcenia.
NAJWAŻNIEJSZE JEST, MIEĆ WIARĘ W SIEBIE a lenistwo zostawić po godzinach.
Vulture
niedziela, 16 marca 2014
Nato kontra ZSRR z oczu Norwega
Ja żołnierz Wojska Polskiego przysięgam
służyć wiernie Rzeczypospolitej Polskiej,
bronić jej niepodległości i granic.
Stać na straży Konstytucji,
strzec honoru żołnierza polskiego,
sztandaru wojskowego bronić.
Za sprawę mojej Ojczyzny,
w potrzebie krwi własnej ani życia nie szczędzić.
Tak mi dopomóż Bóg.
Oto słowa przysięgi żołnierza Rzeczypospolitej Polskiej
Dzisiejszy system obrony państwa przeszedł pewną modernizację i został unowocześniony w miarę sytuacji gospodarczej kraju. Przenieśmy się jednak do czasu zimnej wojny.
Mój szef mający obecnie 56 lat, w trakcie rozmowy poruszył temat historii Polski a dokładniej zaczął wspominać dzięki temu swoje dobre czasy w służbie poborowej w Norwegii.
W wojsku głównym tematem nauk sztuki wojny był układ warszawski. Norwegowie bardzo często ćwiczyli obronę, na wypadek ataku na Europę. Obecny skład armii czynnej nie przekracza 7000 żołnierzy i kilkudziesięciu okrętów wojennych, natomiast wyposażenie wojska można porównać do Amerykańskiej armii, czyli jest ono technologicznie, na najwyższym poziomie.
W sierpniu zabrałem mojego pracodawcę do muzeum lotnictwa w Krakowie i ku mojemu zdumieniu, był on zaskoczony. Nie spodziewał się, że technologia radziecka prawie nie odbiegała od technologii NATO, był zaskoczony samolotami, helikopterami i zestawami przeciwlotniczymi, jak twierdził, wiele uczono go na temat wyposażenia państw układu warszawskiego ale spodziewał się bardziej sprzętu naprawdę przestarzałego i na strasznie niskim poziomie. Propaganda NATOwska także chciała zmobilizować żołnierzy i dać im wiarę w zwycięstwo w razie boju. Nie szczędził też chęci do strzelania z Automatu Kałasznikowa, więc umożliwiłem mu spełnienie marzeń i zabrałem go na strzelnicę nieopodal Żąski.
Ku mojemu zdumieniu, na odległość około 50m wyrżną wręcz tarczę jakby co najmniej używał karabinu snajperskiego, (Norwegowie to urodzeni łowcy i już od młodych lat część z nich miała kontakt z bronią myśliwską) ale najbardziej podobały mi się jego słowa po wystrzeleniu drugiego magazynka: "Zawsze w wojsku mówiono o tym karabinie, wielokrotnie widziałem jego zdjęcia, mogłem ujrzeć go w wielu filmach, ale nie sądziłem, że strzelanie z niego to czysta przyjemność, coś wspaniałego!". Na jego życzenie, nagrywałem nawet filmiki gdy strzelał. Po wszystkim widziałem w jego oczach chęć posiadania czegoś takiego...
Następne 1,5h temat się nie zmieniał, strzelanie, AK, omawianie tarczy... Nie ukrywam, że strzelałem ostatnim razem kilka lat temu ale udało mi się tarczę-postać unieszkodliwić równie skutecznie, tyle tylko z większym rozrzutem. Nie chybiłem ani raz. Dla mnie strzelanie z tego było również świetne, spodziewałem się trochę większego odrzutu, ale poza tym podobało mi się jego wykończenie.
Tak więc mamy porównanie tego, jak z perspektywy żelaznej kurtyny, my patrzyliśmy na świat, i to dla nas armia NATO była gorzej wyposażona a za żelazną kurtyną panowała bieda i wieczny kryzys.
Pamiętam usłyszane gdzieś w TV słowa z filmu dokumentalnego, kiedy to jakiś ważny rosyjski dowódca czy prezydent, nie wiem, mniejsza, powiedział w trakcie kłutni do jakiegoś brytyjskiego polityka pewne mocne słowa: "Jak byśmy chieli, to wielka Brytania stała by się prowincją związku radzieckiego", tak więc oblicza historii wahają się między sobą a nacisk trzeciej wojny światowej był wyczuwalny jak oddech na karku.
Vulture
służyć wiernie Rzeczypospolitej Polskiej,
bronić jej niepodległości i granic.
Stać na straży Konstytucji,
strzec honoru żołnierza polskiego,
sztandaru wojskowego bronić.
Za sprawę mojej Ojczyzny,
w potrzebie krwi własnej ani życia nie szczędzić.
Tak mi dopomóż Bóg.
Oto słowa przysięgi żołnierza Rzeczypospolitej Polskiej
Dzisiejszy system obrony państwa przeszedł pewną modernizację i został unowocześniony w miarę sytuacji gospodarczej kraju. Przenieśmy się jednak do czasu zimnej wojny.
Mój szef mający obecnie 56 lat, w trakcie rozmowy poruszył temat historii Polski a dokładniej zaczął wspominać dzięki temu swoje dobre czasy w służbie poborowej w Norwegii.
W wojsku głównym tematem nauk sztuki wojny był układ warszawski. Norwegowie bardzo często ćwiczyli obronę, na wypadek ataku na Europę. Obecny skład armii czynnej nie przekracza 7000 żołnierzy i kilkudziesięciu okrętów wojennych, natomiast wyposażenie wojska można porównać do Amerykańskiej armii, czyli jest ono technologicznie, na najwyższym poziomie.
W sierpniu zabrałem mojego pracodawcę do muzeum lotnictwa w Krakowie i ku mojemu zdumieniu, był on zaskoczony. Nie spodziewał się, że technologia radziecka prawie nie odbiegała od technologii NATO, był zaskoczony samolotami, helikopterami i zestawami przeciwlotniczymi, jak twierdził, wiele uczono go na temat wyposażenia państw układu warszawskiego ale spodziewał się bardziej sprzętu naprawdę przestarzałego i na strasznie niskim poziomie. Propaganda NATOwska także chciała zmobilizować żołnierzy i dać im wiarę w zwycięstwo w razie boju. Nie szczędził też chęci do strzelania z Automatu Kałasznikowa, więc umożliwiłem mu spełnienie marzeń i zabrałem go na strzelnicę nieopodal Żąski.
Ku mojemu zdumieniu, na odległość około 50m wyrżną wręcz tarczę jakby co najmniej używał karabinu snajperskiego, (Norwegowie to urodzeni łowcy i już od młodych lat część z nich miała kontakt z bronią myśliwską) ale najbardziej podobały mi się jego słowa po wystrzeleniu drugiego magazynka: "Zawsze w wojsku mówiono o tym karabinie, wielokrotnie widziałem jego zdjęcia, mogłem ujrzeć go w wielu filmach, ale nie sądziłem, że strzelanie z niego to czysta przyjemność, coś wspaniałego!". Na jego życzenie, nagrywałem nawet filmiki gdy strzelał. Po wszystkim widziałem w jego oczach chęć posiadania czegoś takiego...
Następne 1,5h temat się nie zmieniał, strzelanie, AK, omawianie tarczy... Nie ukrywam, że strzelałem ostatnim razem kilka lat temu ale udało mi się tarczę-postać unieszkodliwić równie skutecznie, tyle tylko z większym rozrzutem. Nie chybiłem ani raz. Dla mnie strzelanie z tego było również świetne, spodziewałem się trochę większego odrzutu, ale poza tym podobało mi się jego wykończenie.
Tak więc mamy porównanie tego, jak z perspektywy żelaznej kurtyny, my patrzyliśmy na świat, i to dla nas armia NATO była gorzej wyposażona a za żelazną kurtyną panowała bieda i wieczny kryzys.
Pamiętam usłyszane gdzieś w TV słowa z filmu dokumentalnego, kiedy to jakiś ważny rosyjski dowódca czy prezydent, nie wiem, mniejsza, powiedział w trakcie kłutni do jakiegoś brytyjskiego polityka pewne mocne słowa: "Jak byśmy chieli, to wielka Brytania stała by się prowincją związku radzieckiego", tak więc oblicza historii wahają się między sobą a nacisk trzeciej wojny światowej był wyczuwalny jak oddech na karku.
Vulture
sobota, 15 marca 2014
Shoping
$$$ Tak się dzieje jak gotówka wpłynie...
Pracuje się na nią cały miesiąc, żeby wydać ją w klika chwil...
Znalazłem nareszcie dzień wolny dla siebie i rodziny. Wybraliśmy się wspólnie do Stavanger na zakupy.
Nie obyło się bez sklepów z ciuchami w które cała trójka musiała się zaopatrzyć.
Jestem nadal pod wrażeniem cen.
Za zakupy które dzisiaj zrobiliśmy, zapłaciłem prawie 3 dni mojej pracy. W Polsce w tych samych sklepach, za te same rzeczy zapłaciłbym około 20 dni mojej pracy. Przebicie jest niesamowite a światy różnią się ze sobą niewyobrażalnie.
W polskim sklepie zapłaciłem prawie połowę wydanych dzisiaj pieniędzy i to za kilkanaście art. spożywczych. Produkt sprowadzony do NO z PL jest droższy od 400% - 1500% w porównaniu do tego z półki na terenie RP. Cóż, osoby prowadzące sklep muszą wyżyć i muszą zarobić, taka kolej rzeczy ale cieszę się, że mamy dostęp na obczyźnie do tego co polskie.
Dzień minął nawet fajnie, nie padało w drodze do Stavanger i w samym mieście.
Udało nam się płynąć nowym promem pasażerskim produkcji POLSKIEJ! I zrobił fajne wrażenie (jak to nowy) aczkolwiek wikingom nie przypadł on jakoś strasznie do gustu, lecz wina nie nasza, wręcz śmiem twierdzić, że klient norweski nie przewidział kilku rzeczy zlecając konstrukcję.
Natomiast siedzenia a wręcz fotele były strasznie wygodne. Trochę bryzy morskiej też udało nam się zaczerpnąć :)
Wracając natomiast dopadła nas ulewa.
Cieszę się, że żona się cieszy bo jak ona się cieszy to i ja się cieszę a przy tym cieszymy się wszyscy ha!
To będzie chyba moje motto ...
Pomimo pobytu tutaj wręcz ponad 1,5 rocznego dalej fascynuję się okolicą, życiem Norwegów i technologią jaką dysponują, śmiem powiedzieć że obok drewnianych domów z kominkami stoją platformy wiertnicze, zakłady produkcyjne i stocznie, wyposażone w najnowocześniejszy i zarazem najdroższy sprzęt a komunikacja tutaj wiążąca się przede wszystkim z kulturą bije Polskę na wszystkich frontach.
Natomiast uprzejmość i życzliwość mieszkańców tego kraju wygląda wręcz jak na filmie, ile można się uśmiechać i cieszyć życiem ?
Nie wiem...
Martwi mnie tylko podział obcokrajowców, którzy zamiast asymilować się, ukrywają się w grupach a mowa tutaj o arabach, którzy nadal myślą, że są u kogoś i wolno im wszystko, ciekawe ile musi minąć pokoleń by przejrzeli na oczy i zrozumieli, że tak samo jak ja, oni tutaj także są gościnnie...
Pomysł na następnego posta także mam :)
Opisze w nim jak wygląda demokracja od dziesięcioleci, jak od lat kilkunastu i jak postrzegano nas za komuny właśnie w Norwegii i to z relacji opowiadań Norwegów z którymi mam na co dzień do czynienia, czyli Układ Warszawski VS NATO :)
Pracuje się na nią cały miesiąc, żeby wydać ją w klika chwil...
Znalazłem nareszcie dzień wolny dla siebie i rodziny. Wybraliśmy się wspólnie do Stavanger na zakupy.
Nie obyło się bez sklepów z ciuchami w które cała trójka musiała się zaopatrzyć.
Jestem nadal pod wrażeniem cen.
Za zakupy które dzisiaj zrobiliśmy, zapłaciłem prawie 3 dni mojej pracy. W Polsce w tych samych sklepach, za te same rzeczy zapłaciłbym około 20 dni mojej pracy. Przebicie jest niesamowite a światy różnią się ze sobą niewyobrażalnie.
W polskim sklepie zapłaciłem prawie połowę wydanych dzisiaj pieniędzy i to za kilkanaście art. spożywczych. Produkt sprowadzony do NO z PL jest droższy od 400% - 1500% w porównaniu do tego z półki na terenie RP. Cóż, osoby prowadzące sklep muszą wyżyć i muszą zarobić, taka kolej rzeczy ale cieszę się, że mamy dostęp na obczyźnie do tego co polskie.
Dzień minął nawet fajnie, nie padało w drodze do Stavanger i w samym mieście.
Udało nam się płynąć nowym promem pasażerskim produkcji POLSKIEJ! I zrobił fajne wrażenie (jak to nowy) aczkolwiek wikingom nie przypadł on jakoś strasznie do gustu, lecz wina nie nasza, wręcz śmiem twierdzić, że klient norweski nie przewidział kilku rzeczy zlecając konstrukcję.
Natomiast siedzenia a wręcz fotele były strasznie wygodne. Trochę bryzy morskiej też udało nam się zaczerpnąć :)
Wracając natomiast dopadła nas ulewa.
Cieszę się, że żona się cieszy bo jak ona się cieszy to i ja się cieszę a przy tym cieszymy się wszyscy ha!
To będzie chyba moje motto ...
Pomimo pobytu tutaj wręcz ponad 1,5 rocznego dalej fascynuję się okolicą, życiem Norwegów i technologią jaką dysponują, śmiem powiedzieć że obok drewnianych domów z kominkami stoją platformy wiertnicze, zakłady produkcyjne i stocznie, wyposażone w najnowocześniejszy i zarazem najdroższy sprzęt a komunikacja tutaj wiążąca się przede wszystkim z kulturą bije Polskę na wszystkich frontach.
Natomiast uprzejmość i życzliwość mieszkańców tego kraju wygląda wręcz jak na filmie, ile można się uśmiechać i cieszyć życiem ?
Nie wiem...
Martwi mnie tylko podział obcokrajowców, którzy zamiast asymilować się, ukrywają się w grupach a mowa tutaj o arabach, którzy nadal myślą, że są u kogoś i wolno im wszystko, ciekawe ile musi minąć pokoleń by przejrzeli na oczy i zrozumieli, że tak samo jak ja, oni tutaj także są gościnnie...
Pomysł na następnego posta także mam :)
Opisze w nim jak wygląda demokracja od dziesięcioleci, jak od lat kilkunastu i jak postrzegano nas za komuny właśnie w Norwegii i to z relacji opowiadań Norwegów z którymi mam na co dzień do czynienia, czyli Układ Warszawski VS NATO :)
czwartek, 13 marca 2014
Zmęczony...
W ostatnich dniach jak i w piątek, czekają mnie nadgodziny w pracy.
Nie ukrywam, że wróciłem dziś taki padnięty jak kolega na zdjęciu obok. Apropos, ładny :)
Sobotni dzień mam wolny, tak więc skrobnę nowego posta, tymczasem muszę nabrać energii, bo w niedziele znów do pracy i znów nadgodziny.
Sobotę natomiast spędzę z familią, wybieramy się na jakieś zakupy do dużego miasta :)
Dobranoc ...
Vulture
Nie ukrywam, że wróciłem dziś taki padnięty jak kolega na zdjęciu obok. Apropos, ładny :)
Sobotni dzień mam wolny, tak więc skrobnę nowego posta, tymczasem muszę nabrać energii, bo w niedziele znów do pracy i znów nadgodziny.
Sobotę natomiast spędzę z familią, wybieramy się na jakieś zakupy do dużego miasta :)
Dobranoc ...
Vulture
wtorek, 11 marca 2014
Wojna, zawsze taka sama...
To był nieuchronny koniec drogi którą obrała ludzkość.
Wszyscy liczyli na zwycięstwo, każdy był optymistą.
W miarę eskalacji działań wojennych optymizm zanikał a społeczeństwo zaczęło się rozpadać.
Zbudowano wielkie schrony, dla bogatych, wpływowych i potężnych oraz tych, którzy mieli zapewnić im przetrwanie.
Tak zaczynają się słowa komputerowej gry pt. "Fallout: Tactics". Bez wątpienia, nie zostały w mojej pamięci na darmo.
Wiele słyszymy w ostatnim czasie nt. wydarzeń na Ukrainie. Przypomnijmy sobie natomiast wydarzenia które ponad 20 lat temu działy się w Polsce.
My Polacy wygraliśmy z rozpadającym się systemem komunistycznym. Dzisiaj w obliczu podobnej sytuacji stanął naród Ukraiński, tyle tylko, że Rosja nie jest już taka słaba i zdestabilizowana. Dwadzieścia pięć lat bez mała dało Rosji czas na zmobilizowanie się i reorganizacje wojsk. Dlatego właśnie stało się to co dziś możemy zobaczyć w każdym dzienniku informacyjnym. Nie rozumiem tylko dlaczego "Świnie" tak ciężko odciąga się od koryta?! Jak to się stało, że ludzie za naszą wschodnią granicą są tak ślepi na wszystko co dzieje się do okoła?
Niestety to są uroki propagandy i zastraszenia. Widząc protesty czy manifestacje na ulicach Moskwy czy innych miast wschodniej europy, widzimy ludzi którzy są targani za ręce i nogi i wywożeni donikąd. Ile jeszcze prosty człowiek musi wypracować lat życia by zaspokoić związek ludzi bogatych u czele władzy?
Myślę, że są to "Syzyfowe prace".
My, ludzie żyjący w wolnej Europie, czasami nie potrafimy docenić tego, jaki otrzymaliśmy dar od otaczającego nas świata. Demokracja dzięki której nasze horyzonty nigdy nie muszą się kończyć.
Chciałbym zobaczyć miny ludzi którzy chociaż na 1 dzień przenieśli by się do świata propagandy. Podejrzewam, że można było by śmiało powiedzieć, że mężczyźni dostali PMS a kobiety schizofrenii...
Cóż więc, czy możemy stwierdzić, że świat powoli staje na progu trzeciej wojny światowej? Toczy się autentyczna gra Rosji dążącej do odrodzenia się związku radzieckiego bądź jest w tym jakiś business innego pokroju ale toczący się na szeroką skalę i za ogromne pieniądze. Tymczasem śmiem powiedzieć, że UE i NATO nie mają najmniejszego pojęcia czym jest polityka Federacji Rosyjskiej, państwa te nie zdają sobie sprawy jak wygląda świat widziany oczami zza żelaznej kurtyny. NATO nie bierze powagi z sytuacji ale nie wykluczam, że jakaś stabilizacja regionu i kompromisy muszą być, ale zaraz przed tym oręże obronne.
Cóż, czekam z ciekawością na rozwój sytuacji za którą odpowiedzialne są właśnie świnie które żywią się ludzkim mięsem...
Wyobraźmy sobie to czy Ja, Ty, Rosjanin, Niemiec czy Ukrainiec, stanęli byśmy przeciwko sobie gdyby nie BANDA pedałów w garniturach, wydających rozkazy: "Ty zabijaj w tym regionie a Ty w innym".
Mam nadzieję, że kiedyś świat stanie w tak krytycznym punkcie, że odrodzi się GODNOŚĆ, WIARA, SZACUNEK, choćby miało być już za późno.
A ludzie odpowiedzialni za masowe morderstwa, kryzys, oszustwa, staną kiedyś na podeście z przygotowaną szubienicą i to nie jedną.
Z wyrazami szacunku....
Vulture
poniedziałek, 10 marca 2014
Dziewczyna z tatuażem
W dzisiejszym poście, chciałbym ruszyć temat postaci książkowej, mojej ulubionej lektury a właściwie całej trylogii Ś.P. Stieg'a Larssona, który wg mnie kreując jednego z głównych bohaterów, pokazał mroczne oblicze rzeczywistości a min. często utajane w świecie życie młodzieży.
Mówię tu o bohaterce książki i filmu, pannie Lisbeth Salander. Jest ona dziewczyną w przedziale wiekowym około 24-26 lat. Jej przeszłość pozostaje w pewnym rodzaju czymś zagadkowym. Od młodzieńczych lat posiadająca problemy szkolne, problemy z rówieśnikami a także osobami z rodziny i osobami nie powiązanymi z nią.
Osobowość tej dziewczyny czasami przyprawia czytelnika o irytację, w innych momentach o zaciekawienie, ale przede wszystkim, opisywanie jej w książce jest tak przejrzyste, że czytelnik doskonale i w łatwy sposób jest w stanie wykreować jej obraz. Niby chuda, niby niska ale gdzieś przeczytałem, że Larsson został posądzony o to, że przez postać Lisbeth, dał czytelnikom do zrozumienia, jak wyglądają jego erotyczne fantazje. Na innym portalu przeczytałem z kolei, że stworzył ją na podobieństwo swojej córki ?
Jak by nie było, mroczna postać, z charakterem nie akceptowanym przez społeczeństwo, margines społeczny albo już dawno przekroczona granica wyznaczająca coś zepsutego do szpiku kości, ale inaczej patrząc, czy taka postać w społeczeństwie robiła by komukolwiek krzywdę ?
Raczej nie.
Zamknięta, skryta w sobie ale za to niewiarygodnie inteligentna i bystra.
Ile na świecie jest osób jej pokroju, o których nie mamy pojęcia ?
Ilu ludzi jest w stanie pokazać, że są lepsi od innych a ich zdolności przekraczają najśmielsze oczekiwania, a jednak los zepchnął ich na bok, tak jak w przypadku Lisbeth.
Skandynawia słynie ze strasznie dużej opieki socjalnej, i właśnie tacy ludzie, nie potrafiący się zasymilować ze społeczeństwem, bądź mająca problemy psychiczne itp jest utrzymywana przez państwo. Ile osób możemy spotkać na ulicach skandynawskich miast, z marginesu społecznego ? Mi osobiście przez 7 czy 8 lat udało się spotkać 1 rodowitego Norwega w bardzo dużym zachodnim mieście. Nie znaczy to, że jest on jedyny ale zmierzam do tego, że płaci się tu ogromne podatki z rzędu ponad 30% każdego miesiąca, prawdopodobnie nawet wyższe o kilka %, a jednak w momencie, gdy komukolwiek powija się noga w życiu, czy to biznes, uzależnienia, czy choroby, ciężko jest tu wylądować na ulicy, z ręką w nocniku. A w dodatku przy tak wysokich podatkach stać jest ich na kupno nowych aut czy ogromnych willi a także jachtów. Przykładowy samochód kosztujący w Polsce w salonie 100.000zł, tu może kosztować w przeliczeniu na PLN około 400.000. Nie ważne. Lisbeth jest przykładem tego jak państwo dba o margines. Owszem, w pewnej początkowej części wydarza się nieciekawa sytuacja związana z jej opiekunem-kuratorem, ale to nie świadczy o państwie lecz o ludziach. Z całej szczerej chęci polecam przeczytanie trylogii "Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet, Dziewczyna która igrała z ogniem, Zamek z piasku który runął" nie ze względów bestsellerowych czy dla zabicia nudy. Gwarantuję, że książki temogą stać się Harrym Potterem czy czymś jeszcze ciekawszym w swojej kategorii.
Dzięki Salander uświadomiłem sobie, że z najgorszego dna, można wybić się na sam szczyt całego świata, trzeba tylko wyczuć moment który niezależnie pojawia się w naszym życiu. Możemy być ludźmi którzy w świecie są niezauważalni, ale w odpowiedniej chwili, wszystko może się zmienić.
Salander nigdy nie wspomniała o swoich marzeniach, traktowała życie jak płynącą rzekę, która po prostu kiedyś wyschnie, ale gdzieś głęboko w niej ukryta była iskra, która dzięki spostrzegawczości i wyczuciu odpowiedniej sytuacji, pomogła w zmianie swoich poglądów i swojego ja.
Takim właśnie osobom życzę szczęścia i powodzenia, bo osobiście mam wrażenie, że to w nich znajdzie się większe człowieczeństwo niż tych, w których ono było od zawsze.
Tymczasem chylę czoło książkowemu artyście, S.Larssonowi, i nie mogę wybaczyć mu tego, że odszedł za wcześnie, porzucając swoją wyobrażoną "córkę" na pastwe losu.
Zachęcam wszystkich bez najmniejszego wahania do przeczytania trylogii Millenium.
A jeżeli ktokolwiek będzie żałował, niech wywali mi tutaj komentarza z zażaleniem.
Vulture
Mówię tu o bohaterce książki i filmu, pannie Lisbeth Salander. Jest ona dziewczyną w przedziale wiekowym około 24-26 lat. Jej przeszłość pozostaje w pewnym rodzaju czymś zagadkowym. Od młodzieńczych lat posiadająca problemy szkolne, problemy z rówieśnikami a także osobami z rodziny i osobami nie powiązanymi z nią.
Osobowość tej dziewczyny czasami przyprawia czytelnika o irytację, w innych momentach o zaciekawienie, ale przede wszystkim, opisywanie jej w książce jest tak przejrzyste, że czytelnik doskonale i w łatwy sposób jest w stanie wykreować jej obraz. Niby chuda, niby niska ale gdzieś przeczytałem, że Larsson został posądzony o to, że przez postać Lisbeth, dał czytelnikom do zrozumienia, jak wyglądają jego erotyczne fantazje. Na innym portalu przeczytałem z kolei, że stworzył ją na podobieństwo swojej córki ?
Jak by nie było, mroczna postać, z charakterem nie akceptowanym przez społeczeństwo, margines społeczny albo już dawno przekroczona granica wyznaczająca coś zepsutego do szpiku kości, ale inaczej patrząc, czy taka postać w społeczeństwie robiła by komukolwiek krzywdę ?
Raczej nie.
Zamknięta, skryta w sobie ale za to niewiarygodnie inteligentna i bystra.
Ile na świecie jest osób jej pokroju, o których nie mamy pojęcia ?
Ilu ludzi jest w stanie pokazać, że są lepsi od innych a ich zdolności przekraczają najśmielsze oczekiwania, a jednak los zepchnął ich na bok, tak jak w przypadku Lisbeth.
Skandynawia słynie ze strasznie dużej opieki socjalnej, i właśnie tacy ludzie, nie potrafiący się zasymilować ze społeczeństwem, bądź mająca problemy psychiczne itp jest utrzymywana przez państwo. Ile osób możemy spotkać na ulicach skandynawskich miast, z marginesu społecznego ? Mi osobiście przez 7 czy 8 lat udało się spotkać 1 rodowitego Norwega w bardzo dużym zachodnim mieście. Nie znaczy to, że jest on jedyny ale zmierzam do tego, że płaci się tu ogromne podatki z rzędu ponad 30% każdego miesiąca, prawdopodobnie nawet wyższe o kilka %, a jednak w momencie, gdy komukolwiek powija się noga w życiu, czy to biznes, uzależnienia, czy choroby, ciężko jest tu wylądować na ulicy, z ręką w nocniku. A w dodatku przy tak wysokich podatkach stać jest ich na kupno nowych aut czy ogromnych willi a także jachtów. Przykładowy samochód kosztujący w Polsce w salonie 100.000zł, tu może kosztować w przeliczeniu na PLN około 400.000. Nie ważne. Lisbeth jest przykładem tego jak państwo dba o margines. Owszem, w pewnej początkowej części wydarza się nieciekawa sytuacja związana z jej opiekunem-kuratorem, ale to nie świadczy o państwie lecz o ludziach. Z całej szczerej chęci polecam przeczytanie trylogii "Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet, Dziewczyna która igrała z ogniem, Zamek z piasku który runął" nie ze względów bestsellerowych czy dla zabicia nudy. Gwarantuję, że książki temogą stać się Harrym Potterem czy czymś jeszcze ciekawszym w swojej kategorii.
Dzięki Salander uświadomiłem sobie, że z najgorszego dna, można wybić się na sam szczyt całego świata, trzeba tylko wyczuć moment który niezależnie pojawia się w naszym życiu. Możemy być ludźmi którzy w świecie są niezauważalni, ale w odpowiedniej chwili, wszystko może się zmienić.
Salander nigdy nie wspomniała o swoich marzeniach, traktowała życie jak płynącą rzekę, która po prostu kiedyś wyschnie, ale gdzieś głęboko w niej ukryta była iskra, która dzięki spostrzegawczości i wyczuciu odpowiedniej sytuacji, pomogła w zmianie swoich poglądów i swojego ja.
Takim właśnie osobom życzę szczęścia i powodzenia, bo osobiście mam wrażenie, że to w nich znajdzie się większe człowieczeństwo niż tych, w których ono było od zawsze.
Tymczasem chylę czoło książkowemu artyście, S.Larssonowi, i nie mogę wybaczyć mu tego, że odszedł za wcześnie, porzucając swoją wyobrażoną "córkę" na pastwe losu.
Zachęcam wszystkich bez najmniejszego wahania do przeczytania trylogii Millenium.
A jeżeli ktokolwiek będzie żałował, niech wywali mi tutaj komentarza z zażaleniem.
Vulture
niedziela, 9 marca 2014
Up In The Air
Tytuł posta, zarówno zdjęcie, pochodzą z piosenki 30 Seconds To Mars. Dzisiaj będąc w pracy, dostałem natchnienia, które popchnęło mnie do napisania tego posta. Dlaczego w mediach non stop słyszymy o sukcesach policji w dziedzinie zwalczania przemytników narkotykowych, zorganizowanych grup narkotykowych itp, a tak naprawdę efektów tych działań nie widać. Nie jestem przeciwnikiem tzw "narkotyków miękkich" wręcz mogę powiedzieć, że alkohol powinien być zaliczany do narkotyków twardych. Osoby używające trawki bądź tego typu specyfików, w porównaniu do ludzi używających alkoholu, są przede wszystkim spokojniejsi. U ludzi długotrwale używających alkoholu, możemy dostrzec w stanie upojenia czynniki takie jak agresywność, w stosunku do ludzi znajomych jak i obcych, wręcz bez powodu. Zaraz za tym idzie przemądrzałość i nieśmiertelność, u młodych i krótkodystansowców, błazenada. Wiadomo, że po alkoholu, dużo ludzi bawi się dobrze. Natomiast po moich wieloletnich doświadczeniach/obserwacjach muszę stwierdzić, że nigdy nie spotkałem się z zachowaniem agresywnym. Wręcz u palaczy wieloletnich inaczej mówiąc "kolekcjonerów" nie spotkałem się z wielką zmianą w normalnym zachowaniu. Widziałem ludzi, którzy się uspokajali, młodzi i nowi palacze natomiast poza głupkowatymi zabawami nie robili nic specjalnego.
Różnice są ogromne.
Ecstasy - Nie ukrywam, że środek ten, gdyby nie posiadał skutków ubocznych i nie był by silnym uzależniaczem, mógłby zrobić furorę i zainspirować najlepsze głowy światowej kinematografii do nakręcenia filmów a pisarzy do wypuszczania na rynek wręcz multum tomów książek z różnymi opowiadaniami.
Wszystko ma swoje plusy i minusy ale zmierzałem do tego, że od momentu mojego przyjazdu do Norwegii nie musiałem czekać długo by w łatwy sposób szybko "wyczuć możliwości".
W Polsce jak i w Norwegii czy w reszcie Europy specyfiki z półki "zakazane" nie są trudne do nabycia.
Mówi się, że tam gdzie są pieniądze jest lepszy świat. To powiedzenie ma swoją ciemną i jasną stronę. Norwegia, kraj bogactwem płynący ma wyższy współczynnik narkomanii niż Polska. Od pierwszych chwil pobytu, mogłem na ulicy wytypować tych którzy coś wzięli, natomiast o alkoholika tutaj bardzo trudno.
Tutaj, żyje się bezstresowo, w dosłownym wręcz sensie znaczenia tego słowa. Myślę, że komuna i armia czerwona zaszczepiła w nas pewien rodzaj odpowiedzialności, bynajmniej w części z nas. Natomiast młodzież w Norwegii często nie przejmuje się niczym, nie ma pracy - trudno, liczy się dobra zabawa, dlaczego ? Bo rodzice są bogaci więc czym można się przejmować. To samo z używkami "wszystkiego trzeba spróbować", najlepiej kilka razy... Najgorsze jest to że dobrobyt czasami znaczy UPADEK, bez bodźców zewnętrznych, potrafi on z człowieka zrobić zwierze.
Wracając do rzeczy, wykrywalność ludzi kupujących jak i sprzedających narkotyki jest tak naprawdę znikoma, czasami wystarczy zapytać się kogoś przechodzącego ulicą by zaraz coś się znalazło.
Zarówno w PL jak i NO dostęp do używek zakazanych jest banalnie prosty i nie trzeba czasami wychodzić z domu by nabyć coś konkretnego. Normalne, że człowiek chciałby wiecznie być szczęśliwy i mieć wszystko, dobrze się przy tym bawiąc, niestety rzeczywistość bywa trudna i bolesna, czasem nawet śmiertelnie niebezpieczna. Odwyk, poniżenie jeszcze nie jest tym co najgorsze ale trzeba uwzględnić przypadki, kiedy kobiety na głodzie sprzedawały się za choćby drobne uncje a mężczyźni kradli i zabijali i na odwrót.
Początki zabawy i pierwsze doświadczenia zawsze są hardkorowe, czy to wspomniany alkohol, czy trawa bądź ecstazy.
Jestem za dobrą zabawą ale najważniejsze jest to by samemu wiedzieć, co jest dla ciebie najlepsze, ponieważ wszystko jest dla ludzi.
Vulture
Różnice są ogromne.
Ecstasy - Nie ukrywam, że środek ten, gdyby nie posiadał skutków ubocznych i nie był by silnym uzależniaczem, mógłby zrobić furorę i zainspirować najlepsze głowy światowej kinematografii do nakręcenia filmów a pisarzy do wypuszczania na rynek wręcz multum tomów książek z różnymi opowiadaniami.
Wszystko ma swoje plusy i minusy ale zmierzałem do tego, że od momentu mojego przyjazdu do Norwegii nie musiałem czekać długo by w łatwy sposób szybko "wyczuć możliwości".
W Polsce jak i w Norwegii czy w reszcie Europy specyfiki z półki "zakazane" nie są trudne do nabycia.
Mówi się, że tam gdzie są pieniądze jest lepszy świat. To powiedzenie ma swoją ciemną i jasną stronę. Norwegia, kraj bogactwem płynący ma wyższy współczynnik narkomanii niż Polska. Od pierwszych chwil pobytu, mogłem na ulicy wytypować tych którzy coś wzięli, natomiast o alkoholika tutaj bardzo trudno.
Tutaj, żyje się bezstresowo, w dosłownym wręcz sensie znaczenia tego słowa. Myślę, że komuna i armia czerwona zaszczepiła w nas pewien rodzaj odpowiedzialności, bynajmniej w części z nas. Natomiast młodzież w Norwegii często nie przejmuje się niczym, nie ma pracy - trudno, liczy się dobra zabawa, dlaczego ? Bo rodzice są bogaci więc czym można się przejmować. To samo z używkami "wszystkiego trzeba spróbować", najlepiej kilka razy... Najgorsze jest to że dobrobyt czasami znaczy UPADEK, bez bodźców zewnętrznych, potrafi on z człowieka zrobić zwierze.
Wracając do rzeczy, wykrywalność ludzi kupujących jak i sprzedających narkotyki jest tak naprawdę znikoma, czasami wystarczy zapytać się kogoś przechodzącego ulicą by zaraz coś się znalazło.
Zarówno w PL jak i NO dostęp do używek zakazanych jest banalnie prosty i nie trzeba czasami wychodzić z domu by nabyć coś konkretnego. Normalne, że człowiek chciałby wiecznie być szczęśliwy i mieć wszystko, dobrze się przy tym bawiąc, niestety rzeczywistość bywa trudna i bolesna, czasem nawet śmiertelnie niebezpieczna. Odwyk, poniżenie jeszcze nie jest tym co najgorsze ale trzeba uwzględnić przypadki, kiedy kobiety na głodzie sprzedawały się za choćby drobne uncje a mężczyźni kradli i zabijali i na odwrót.
Początki zabawy i pierwsze doświadczenia zawsze są hardkorowe, czy to wspomniany alkohol, czy trawa bądź ecstazy.
Jestem za dobrą zabawą ale najważniejsze jest to by samemu wiedzieć, co jest dla ciebie najlepsze, ponieważ wszystko jest dla ludzi.
Vulture
sobota, 8 marca 2014
Dzień kobiet
8 Marca, tak dzień kobiet.
Jedne kochają, inne nienawidzą.
Jednak wszystkim życzę pięknego dnia i wspaniałych kwiatów :)
Na szczęście jakoś pamiętałem, księżniczka dostała ozdobną drewnianą doniczkę i troche ziarenek do sadzenia, chyba jest zadowolona :) Ale o kwiaty się upomniała tak czy siak hehe. Kobieta musi mieć swój prezent i jeszcze taki sam jak ktoś inny :)
Mój dzień natomiast jakiś taki nudny.
Od właściwie poprzedniego roku słońca mogę powiedzieć, że nie było. Norwegia symbolizuje się tym, że potrafi przelać tu np bite trzy miesiące codziennie bądź np zima bez śniegu a innym razem napotkać można auta zasypane po dach.
Np u mnie aktualnie śniegu nie ma, pogoda ładna, ponad 8 stopni na polu i wyjątkowo bezwietrznie ale już ponad 100 km dalej na północ można napotkać 3-5m śniegu, to jest ciekawe. Lato natomiast potrafi mieć 20 stopni zdarzy się raz na kilka lat 30 albo 18... Tak wygląda tutaj pogoda.
Nie mogę się nacieszyć widokami, pierwszy raz w Norge byłem kilka lat temu, teraz tutaj mieszkam ale za każdym razem wstając rano i idąc do pracy podziwiam te kamieniste góry i wijący się między nimi fiord. Coś pięknego, z czasem uploadne jakieś fajne foto.
Dzień kobiet natomiast wygląda tu tak jak każde inne święto. Ludzie siedzą w domu, nic się nie dzieje, po 16 praktycznie ciężko uświadczyć kogoś na ulicy, ew. w sklepach ze spożywką.
Nawet na boże narodzenie w całym miasteczku widziałem raptem kilka rozświetlonych choinek.
W Wielkanoc tylko Polaków można było uświadczyć w kościele w dużym mieście i z koszyczkami, wysocy blondyni i wysokie blondynki - rodowici Norwegowie, przyglądali się na dziwaków-Polaków, później znów nastąpiła cisza i tylko słychać było powiew wiatru.
Niektórzy twierdzą, że kraj ten ma największy współczynnik samobójców na całym świecie i to właśnie ta monotonia i pogoda popychają ludzką psychikę i świadomość do takich czynów.
Fakt, trzeba mieć mocne nerwy by móc tu normalnie żyć ale i tak dni melancholii dadzą się we znaki, nawet najbardziej rozrywkowym ludziom.
Dobrze jest mieć przy sobie książkę, ja aktualnie czytam trylogię "Millenium" Stiegg'a Larsona, o której muszę także poświęcić dużego posta a może nawet dwa. Jednak w tej melancholii zmysły potrafią pracować a człowiek czasami nie zdaje sobie sprawy z tego, jakim można stać się kreatywnym.
Vulture
Jedne kochają, inne nienawidzą.
Jednak wszystkim życzę pięknego dnia i wspaniałych kwiatów :)
Na szczęście jakoś pamiętałem, księżniczka dostała ozdobną drewnianą doniczkę i troche ziarenek do sadzenia, chyba jest zadowolona :) Ale o kwiaty się upomniała tak czy siak hehe. Kobieta musi mieć swój prezent i jeszcze taki sam jak ktoś inny :)
Mój dzień natomiast jakiś taki nudny.
Od właściwie poprzedniego roku słońca mogę powiedzieć, że nie było. Norwegia symbolizuje się tym, że potrafi przelać tu np bite trzy miesiące codziennie bądź np zima bez śniegu a innym razem napotkać można auta zasypane po dach.
Np u mnie aktualnie śniegu nie ma, pogoda ładna, ponad 8 stopni na polu i wyjątkowo bezwietrznie ale już ponad 100 km dalej na północ można napotkać 3-5m śniegu, to jest ciekawe. Lato natomiast potrafi mieć 20 stopni zdarzy się raz na kilka lat 30 albo 18... Tak wygląda tutaj pogoda.
Nie mogę się nacieszyć widokami, pierwszy raz w Norge byłem kilka lat temu, teraz tutaj mieszkam ale za każdym razem wstając rano i idąc do pracy podziwiam te kamieniste góry i wijący się między nimi fiord. Coś pięknego, z czasem uploadne jakieś fajne foto.
Dzień kobiet natomiast wygląda tu tak jak każde inne święto. Ludzie siedzą w domu, nic się nie dzieje, po 16 praktycznie ciężko uświadczyć kogoś na ulicy, ew. w sklepach ze spożywką.
Nawet na boże narodzenie w całym miasteczku widziałem raptem kilka rozświetlonych choinek.
W Wielkanoc tylko Polaków można było uświadczyć w kościele w dużym mieście i z koszyczkami, wysocy blondyni i wysokie blondynki - rodowici Norwegowie, przyglądali się na dziwaków-Polaków, później znów nastąpiła cisza i tylko słychać było powiew wiatru.
Niektórzy twierdzą, że kraj ten ma największy współczynnik samobójców na całym świecie i to właśnie ta monotonia i pogoda popychają ludzką psychikę i świadomość do takich czynów.
Fakt, trzeba mieć mocne nerwy by móc tu normalnie żyć ale i tak dni melancholii dadzą się we znaki, nawet najbardziej rozrywkowym ludziom.
Dobrze jest mieć przy sobie książkę, ja aktualnie czytam trylogię "Millenium" Stiegg'a Larsona, o której muszę także poświęcić dużego posta a może nawet dwa. Jednak w tej melancholii zmysły potrafią pracować a człowiek czasami nie zdaje sobie sprawy z tego, jakim można stać się kreatywnym.
Vulture
piątek, 7 marca 2014
O blogu i autorze.
24, to tyle ile wiosen liczy moja osoba.
Nie będę zbytnio rozpisywał się na temat mojej osoby, ponieważ cenię chociaż drobną, ale jednak prywatność.
Traktuję siebie jako młodego chłopaczka, tak więc jestem młodą osobą, przebywającą aktualnie na emigracji, dokładnie jestem mieszkańcem zachodniej Norwegii od prawie dwóch lat. Z Polski wyjechałem ze względów przede wszystkich ekonomicznych, bo my Polacy wiemy... Wszędzie dobrze ale w domu najlepiej. Najlepiej kiedy w domu nie ma pieniędzy...
Zwłaszcza, że jestem młody i mało doświadczony, tym ciężej było znaleźć mi pracę a jeżeli już ją miałem, to odstawałem o krok od reszty.
Serce także bolało, kiedy pracodawca oznajmiał, że jest spłukany.
Nie ważne, ten epizod poruszę w następnym poście, może innym, a może wcale, zobaczę na co będę miał ochotę.
Jestem żonaty, jestem bardzo szczęśliwym tatą, i w tej północnej krainie żyję razem z rodziną, nudno tu i pogoda czasem doskwiera ale kiedy biorę głęboki oddech, czuję "smak tego powietrza" a to co widzę dookoła, jest strasznie wyraźne.
Skały, góry, lasy, fiordy, strasznie mnie uspokajają. Nie ukrywam, że walczę od pół roku, dość intensywnie z paleniem, właściwie od 1,5 roku wliczając w to E-PAP. Idzie mi to strasznie, czasami (raz w tygodniu) zapalę, zdarza się, że nie zapaliłem przez trzy miesiące.
Lubię palić, uwielbiam ale zdrowie także cenie.
Mniejsza.
O Blogu.
Dlaczego Sępi Raj ?
Otóż od wielu lat używam nicka Vulture - Sęp.
Czasami uważam, że taką mam naturę, nick więc pochodzi z głębi mnie, cechuje mój charakter ten dobry i ten zły, ukryty gdzieś tam głęboko.
Sępi raj ma być moimi wyobrażeniami, poglądami a wręcz oczami widzącymi świat.
Ma to być głębia która każdego dnia stoi przede mną, jeżeli w niej się nie zanurzę "jutra nie będzie".
Treść mojego bloga będzie tyczyła się codzienności zarówno tej, przez którą stąpam jak i tą, którą mogę oglądać na internecie czy w telewizji.
Czasami uczepić się mogę jakiejś osoby, czasami napisać mogę o tym, że mnie wywiało, o tym co nowego dostrzegam w rodzinie, w kraju tym czy innym, wczasy, zainteresowania itp.
Będę po prostu sobą w świecie informatycznym.
Zakładałem już w życiu dwa blogi. obydwa gdzieś poszły w niepamięć. Przede wszystkim dlatego, że zawsze podobały mi się blogi z ładną szatą graficzną, której nigdy nie mogłem ustawić bo byłem lewy.
Tymczasem skupię się na walce z ustawieniami bloga i przyzwyczajeniu się do niego.
Jeżeli to czytasz, trzymaj za mnie kciuki i życz mi powodzenia.
Vulture
Subskrybuj:
Posty (Atom)










